Mam coraz więcej zupełnie emeryckich zwyczajów. Nie tylko wcześnie wstaję, nie tylko lubię regularność i unikam imprez masowych, ale też bardzo dokładnie analizuję prognozę pogody. Bo, nie ukrywam, bardzo chcę już wiosnę. Mam dość zimy. Szczególnie tej w mieście. Dlatego, jak wczoraj usłyszałem, że dzisiaj ma być 10-11 stopni i bezchmurne niebo pomyślałem, że "to" już. Ale nic z tego. Szarość, zimność i beznadzieja. Realizuję się głównie przy biurku albo pod kołdrą. Ciało i głowa krzyczą: "słońca, ciepła, powietrza". Żadnego erzacu! Nie wiem, jak Ty, ale ja naprawdę chcę już wiosny!
Ćwicząc się z moim moją Mamiya dotarłem w jakieś kompletnie absurdalnie miejsca, które znajdują się tuż obok moich codziennych tras. Tak jak w ogóle odczuwam dyskomfort w nowych miejscach, tak w tych nowych-codziennie-mijanych miejscach (w dodatku z aparatem) też czułem się niepewnie. Próbuję to jakoś zwalczyć (mocne postanowienie poprawy), bo mimo wszystko aparat, nawet mały, nawet w moich rękach, to jakaś forma zapośredniczenia. Już nie jestem ja sam i pusta przestrzeń, gdzie wszystko się może zdarzyć, tylko przestrzeń, aparat i ja. Trochę mi z tym łatwiej, szczególnie wtedy, kiedy w słuchawkach gra coś, co lubię. A ostatnio lubię coraz bardziej (mnie przynajmniej) zaskakujące rzeczy.
poniedziałek, 7 lutego 2011
Modły o wiosnę
Etykiety:
35mm,
analog,
mamiya 135,
przesilenie,
spacer
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




0 komentarze:
Prześlij komentarz