Kiedy pracuje się codziennie, systematycznie; kiedy codziennie przepuszcza się przez głowę setki tysięcy słów, analizuje bardzo konkretne informacje; kiedy wnioski z tych analiz zapisuje się w notatniku, opracowuje, tworzy z nich mapy - wtedy naprawdę brakuje słów na cokolwiek innego. To bardzo dziwne uczucie: chcę coś powiedzieć, ale nie mam siły. Brakuje mi siły tylko do mówienia, pisania. Mogę biegać, pedałować na rowerze, mogę jeść i pić. A nie mogę mówić. Wystarczy jednak dłuższa, kilkugodzinna przerwa i wszystko wraca do normy. Do normy określanej przez obowiązki, terminy i limity.
Czuję się - pamiętam, pamietam: by mówić to ostrożnie! - szczęśliwy z bieganiny, w której uczestniczę. W ostatecznym rozrachunku (bardzo dawno nie słyszałem tego sformułowania) zmęczenie przegrywa z satysfakcja. Chociaż otaczają mnie przede wszystkim książki i papiery, moje życie towarzyskie zanika, to jednak wolę ten stan od dawnego rozedrgania. Nie wypatruję kryzysu, nie koncentruje się na dzieleniu tego, co wydaje mi się jasne. Powoli zaczynam myśleć o wakacjach. To chyba zdrowy objaw?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz